Wyłączny sponsor serwisu

 
   

   
Szukaj   Tematy   
  Załóż konto Strona główna  ::  Tematy  ::  Twoje konto  ::  Top 10  ::  Galeria  ::  Kontakt
:: Behawioryści ::

Andrzej Chmielewski

Remigiusz Cichoń

Małgorzata Dziubińska

Anna Maria Gęsik

Joanna Iracka

Agnieszka Janeczek

Edyta Karakliumis

Jagna Kudła

Krzysztof Michalak

Dagmara Mieszkis-Święcikowska

Joanna Ogińska-Czaja

Katarzyna Oręziak

Witold Pusz

Marek Stroba

Dorota Sumińska

Agata Szydłowska-Dejko

Jarosław Wardęszkiewicz

Małgorzata Wiśniewska

Małgorzata Żabicka


:: Książki ::

Książki o psach i kotach


:: Aktualnie on-line ::
Aktualnie jest 16 gość(ci) i 0 użytkownik(ów) online.

Jesteś anonimowym użytkownikiem. Możesz się zarejestrować za darmo klikając tutaj

:: Szukaj ::



:: Nasze banery ::
Jeśli chcesz umieścić nasz baner na swoich stronach, wybierz jedną z propozycji i wklej odpowiedni kod html

Joanna Ogińska-Czaja
lekarz weterynarii, specjalista chorób psów i kotów



Jestem absolwentką Wydziału Medycyny Weterynaryjnej UWM w Olsztynie(1995-2001r.). Od 2001 r. pracuję w Przychodni Weterynaryjnej "Przylesie" w Bydgoszczy,gdzie zajmuję się leczeniem zwierząt towarzyszących.
Ukończyłam też studia podyplomowe z zakresu chorób psów i kotów.
Interesuję się interną małych zwierząt,a ostatnio również behawioryzmem.

Jestem miłośnikiem i hodowcą owczarków szetlandzkich (na zdjeciu z moją 7 letnią suczką Arią).


O tym, czym są feromony oraz w jakich sytuacjach się przydają, opowiada lekarz weterynarii Joanna Ogińska-Czaja:

Czym są feromony i na czym polega ich działanie?
Feromony to wydzieliny specjalnych gruczołów uwalniane przez zwierzęta do środowiska, które działają na inne osobniki tego samego gatunku, jak również wpływają na zwierzę, które je wydzieliło. Wyróżnia się kilka frakcji feromonów. Są wśród nich feromony o znaczeniu seksualnym(F2), alarmowo-ostrzegawczym oraz służące do znakowania innych osobników i organizacji przestrzeni (F3 i F4).Te ostatnie, ze względu na swoje właściwości kojące, są używane w terapii zaburzeń behawioralnych psów i kotów. Obecne na rynku preparaty są syntetycznym odpowiednikiem feromonów policzkowych u kotów i tych, które są wydzielane przez gruczoły łojowe karmiącej suki. Działają one uspokajająco na zwierzaki oraz wpływają pozytywnie na ich równowagę emocjonalną i reakcje z otoczeniem. Mimo budzących strach bodźców, psy i koty czują się dzięki nim bezpieczne i chętnie się uczą.

W leczeniu jakich zaburzeń może być pomocna feromonoterapia?
Właściciele kotów najczęściej stosują feromony w przypadkach ostrzykiwania moczem i drapania. Przydają się one w domach, w których mieszka kilka kotów. Są również niezwykle pomocne, gdy na kocim terytorium zachodzą jakieś zmiany (np. przemeblowanie, remont, pojawienie się nowego zwierzęcia lub człowieka w domu). Feromony w sprayu są skuteczne zarówno u kotów, jak i psów, z którymi chcemy podróżować lub jeździć na wystawy. Psie feromony można stosować w przypadkach fobii dźwiękowej (spowodowanej fajerwerkami czy burzą), lęku separacyjnego (niwelują destrukcyjne zachowania psów pozostawionych samych w domu) oraz stresu adaptacyjnego (który może pojawić się u szczeniaka trafiającego do nowego domu). Większości wymienionych zaburzeń behawioralnych towarzyszą takie objawy, jak: drżenie, ślinienie się ,wymioty, niepokój, wokalizacja, chęć ucieczki, ukrywanie się. Jeśli podawaniu feromonów towarzyszy terapia behawioralna, ich skuteczność jest bardzo wysoka.

Czym feromonoterapia różni się od leczenia farmakologicznego?
Feromony są całkowicie bezpieczne dla zwierząt i ich właścicieli, co w połączeniu z ich wysoką skutecznością, jest ich największą zaletą. Feromony są odbierane tylko przez osobniki tego samego gatunku, dlatego ich działanie jest obojętne dla człowieka. Mogą być stosowane u czworonogów nawet wtedy gdy właściciel jest alergikiem lub w rodzinie jest kobieta w ciąży. Inaczej jest w przypadku leczenia farmakologicznego. Decydując się na stosowanie u zwierzaka leków przeciwlękowych, opiekun musi być w ścisłym kontakcie z lekarzem weterynarii. W wielu przypadkach potrzebny jest monitoring pacjenta (EKG, badania krwi) oraz weryfikacja dawki leku w oparciu o zachowanie zwierzaka. Nie bez znaczenia jest również fakt, że leczenie farmakologiczne powoduje skutki uboczne.

W jakiej formie dostępne są preparaty feromonowe?
Na rynku możemy znaleźć feromony w postaci sprayu i dyfuzora podłączonego do gniazdka. Spray służy głównie do uspokajania zwierząt w podróży, podczas transportu na wystawy lub do gabinetów weterynaryjnych. Natomiast dyfuzor instaluje się w miejscu docelowego przebywania pupila (obejmuje powierzchnię do 70 m2). Obie formy można stosować łącznie – jest to wskazane zwłaszcza na początku terapii, kiedy chcemy maksymalnie zmniejszyć napięcie emocjonalne u zwierzęcia. Przykładem może być sytuacja wzięcia z hodowli szczeniaka. Aby ułatwić mu adaptację do nowych warunków, w drodze od hodowcy do domu stosujemy feromony w sprayu, a w mieszkaniu podłączamy dyfuzor (najlepiej zrobić to na 2 tygodnie przed przybyciem szczeniaczka).

Jak często powinno się stosować feromony?
Zanim skorzystamy z preparatów feromonowych, trzeba skonsultować to z lekarzem weterynarii. Należy sprawdzić, czy pupil jest zdrowy i jego problemy nie mają podłoża chorobowego. Po wykluczeniu objawów chorób somatycznych, możemy zastosować terapię feromonami przez okres minimum 4 tygodni (można go przedłużyć do 2-3 miesięcy). Przez ten czas zaobserwujemy skuteczność ich działania. Wkład w dyfuzorze trzeba zmieniać co 4 tygodnie. Natomiast spray rozpylamy w samochodzie na 15 minut przed podróżą i później co 1,5 - 2 godziny. Pamiętajmy, żeby nie spryskiwać płynu bezpośrednio na zwierzę, tylko we wnętrzu kabiny.


Rozmawiała Natalia Gierymska



Artykuły i rozmowy:




Chciałabym zasięgnąć rady jak najlepiej wprowadzić do mieszkania nowego kociego lokatora?
Mamy obecnie dwa koty. Pierwszy z nich to pięcioletni kot, kastrat. Mieszka z nami od kociaka. Dwa lata temu zaadoptowaliśmy kotkę, dziś trzyletnią (również już sterylizowaną) - dzikuskę, oswojoną i obłaskawioną przez dom tymczasowy, w którym się znajdowała. Niestety przez dwa lata wspólnego mieszkania koty nie polubiły się. Sytuacja nie jest aż taka zła, ponieważ nie dochodzi do przypadków agresji. Koty raczej nie wychodzą sobie w drogę, bardzo wyraźnie podzieliły mieszkanie na dwa swoje terytoria. Śpią w osobnych pomieszczeniach, osobno jedzą, mają osobne kuwety. Często można je zastać jak przypatrują się sobie nawzajem z krańców długiego przedpokoju, zdarza się, że jedno pogoni drugie, ale nic więcej się nie dzieje. Wina być może leży po obu stronach ? Kot bywa złośliwy. Kotka natomiast lękliwa, nie da kotu do siebie podejść, reaguje syczeniem na zbytnią bliskość. Chcielibyśmy zaadoptować trzeciego kota, jednookiego, rocznego, przygarniętego z dworu. Obecnie znajduje się on w domu tymczasowym, gdzie leczymy koci katar, za kilka dni będzie kastrowany. Nie ma w nim absolutnie żadnych śladów agresji, jest bardzo ufny.Czy są jakieś szanse na zaaklimatyzowanie się trzeciego kota? W jaki sposób wprowadzić go do domu, aby sytuacja nie pogorszyła się?. Możliwe, że to że nasze koty się nie polubiły jest wynikiem popełnionych przez nas błędów? Jak ich uniknąć? Dodam, że zamówiliśmy preparat Feliway. Czy będzie on pomocny?
Marta Ż.

Wprowadzenie nowych zwierząt do przebywających już w domu,zwłaszcza jeśli są to koty ,wymaga od opiekuna niezwykłej cierpliwości i ostrożności.Nie jesteśmy bowiem w stanie przewidzieć jak jedno zwierzę zareaguje na drugie.Z pewnością im więcej kotów jest w domu tym prawdopodobieństwo konfliktów jest większe z powodu pokarmu, przestrzeni i chęci zwrócenia na siebie uwagi.Pojawienie sie nowego kota w Państwa domu będzie na początku stresujące zarówno dla niego jak i dla kocich domowników. Dlatego przez pierwsze dni radziłabym, aby nowo przybyły kot przebywał sam w zamknietym pokoju(oczywiste jest zapewnienie mu kuwety,pokarmu,wody i pieszczot nowego pana),gdzie z czasem poczuje się bezpieczny.W międzyczasie będzie też obwąchiwał Państwa ubranie,z którego "odczyta" zapachy kotów rezydentów (podobnie koty domowe bedą wyczuwały zapachy ?nowicjusza? pozostawione na Państwa skórze czy odzieży). Bardzo ważną rzeczą jest karmienie,które zmniejsza niepokój wszystkich zwierząt-dlatego polecam karmić wszystkie koty o stałych porach,oddzielone od siebie zamkniętymi drzwiami.Po kilkunastu dniach radzę zamknąć rezydujące koty np.w sypialni,a "nowicjusza" wypuszczać stopniowo na coraz dłuższy okres czasu na reszte mieszkania,aby zapoznał się z zapachami i nowym otoczeniem. Wszystkie te czynności wymagają czasu i oceny.Jeśli wszystkie koty w domu będą czuły się swobodnie, co będzie niewątpliwie zauważalne w zachowaniu, można spróbować przedstawic koty sobie w obecności właściciela (najlepsza jest pora posiłków).Następnie stopniowo wydłużać czas przebywania kotów w sąsiedztwie.Proszę nic nie robić na siłę, raz utrwalone złe wrażenie może być zapamiętane przez kota do końca życia. Warto podkreślić ,że agresywne zachowania wybuchają w momoencie,gdy uczestniczące w nim koty maja silną motywację,żeby prowokować.Państwa zadaniem będzie wyeliminowanie tych czynników,które mogą być przysłowiową "kością niezgody" między pupilami.Pierwsza rzecz ,o którą już Państwo zadbali to kastracja.Zwierzęta niekastrowane częściej przejawiają agresję związaną z zachowaniem seksualnym niż zwierzęta sterylizowane.Należy również zapewnić kotu osobna miskę,indywidualne legowisko oraz własną kuwetę.Związane jest to z poczuciem bezpieczeństwa na własnym terytorium i zapobiegnie np.zwiększeniu znakowania moczem.Dlatego bardzo dobrze,że zamierzacie Państwo zakupić peparat Feliway w postaci dyfuzora.Proponuje go włączyć już 3-4 dni przed wprowadzeniem nowego kota.Feromony uspokajajace obniżają zasadniczo poziom stresu i ułatwiaja nawiązywanie właściwych relacji między domownikami. Mam nadzieję, że moje wskazówki pomogą Państwu oraz kocim rezydentom zaakceptować nowego lokatora nie jako "intruza" lecz pełnoprawnego współmieszkańca.

lek. wet. Joanna Ogińska-Czaja


Mam problem z moją czteroletnią suczką Goldenką. Unika i boi się psów. Jest to bardzo denerwujące z tego względu na to, że chodzimy na długie spacery a ja chciałabym żeby ona bawiła sie z innymi psami i cieszyła sie w zabawie tak jak inne psy.Mieszkamy w domku mamy spory ogród i sąsiadów mających duże psiaki tak jak moja psinka.Ale właśnie śmieszne jest to że ona przechodzi przez płot by sie z nimi bawić a na spacera ucieka gdzie pieprz rośnie.
Wspólne zabawy grupowe z psami wpływają korzystnie na wszystkich ich uczestników.Najlepiej przyzwyczaić zwierzę od szczeniaka do wychodzenia na dłuższe spacery w gronie zaprzyjażnionych psów.Pani sunia ma juz 4 latka i reaguje strachliwie ,gdyż nie była w ten sposób przygotowywana do zabaw w grupie.Na poczatek proponuję znależć jej przyjaciela-może to być pies podobnej rasy,wieku i wielkości,koniecznie o łagodnym charakterze.Jeśli nawiąże się między nimi nic sympatii,mozna rozpocząć krótkie spacery 10-15 minutowe.Potem mozna stopniowo zwiększać okresy ich wspólnego przebywania.Nieufność u dorosłych psów należy traktować z dużą cierpliwością,a w razie wyczuwalnego stresu-strachu uspokajać smakołykami i łagodnym tonem głosu.

lek. wet. Joanna Ogińska-Czaja


Bardzo cieszę się, ze natrafiłam na Wasza stronę. Chciałabym znaleźć zrozumienie problemu naszej kotki Dolly. Ma 12 lat. Ok 9 lat temu , rok po sterylizacji zaczęła znaczyć mieszkanie; dokładnie tak, jak jest to opisane na waszejstronie. Lekarz weterynarii stosował kuracje hormanalną; początkowo w zastrzyku co pół roku. Przez rok ta dawka załatwiała problem. Stopniowo jednak znaczenie powtarzało się, a kotka bała się zastrzyków. przez jakis czas otrzymywała lek w tabletce, ale prócz przytycia nic nie zmieniało się. Zrezygnowaliśmy z leków, a kotka cały czas znaczy nasze mieszkanie. Ograniczylismy jej dostęp do pokojów; ma do dyspozycji obszerny hol, kuchnię z jej miseczkami i spokojną łazienkę z jej kuwetą. Usposobienie kotki przez te lata specjalnie nie zmieniło się. Dużo śpi- ma kilka ulubionych miejsc; do nas przychodzi, gdy ma ochotę. Siada na kanpie obok męża, lub znajduje sobie ciepłe miejsce i z niego obserwuje nas lub zasypia. Preferuje meża: po posesji chodzi za nim krok w krok, jak piesek. Do minionego lata wyskakiwała przez okno w holu na ogród; zostawialismy otwarte dla niej. Latem ubiegłego roku przestała przeskakiwać, spacery tez są krótsze, 10- 15 minut, do pół godzinki. Latem ubiegłego roku przestała tez znaczyć mieszkanie. Lekarz wykonał wtedy badania; wyniki morfologii / dwukrotnie leukocyty na dolnej granicy normy/, glukozy, kreatyniny, mocznika , prób wątrobowych były prawidłowe.Od miesiąca kotka ponownie znaczy mieszkanie. Może da się cos zrobić?
Stefania T.
Koty mogą oddawać mocz w niepożądanych miejscach w domu,żeby wytyczać swoje żądania terytorialne,zmniejszać napięcie i informować o swoim stanie reprodukcyjnym.Takie zachowanie może trwać długi czas ,nawet po usunięciu przyczyny,która to spowodowała.Ponieważ zachowanie takie jest tylko po części spowodowane wpływem hormonalnym,kotki i kocury mogą znakować moczem nawet po sterylizacji.Jeżeli znakowanie trwa długo,jest ono utrwalone i trudno jest rozwiązać ten problem.Wtedy,gdy zadziała wystarczajacy stres socjalny(czynniki emocjonalne,fizyczne oraz środowiskowe)kot może ponownie wyprózniać się poza kuwetą lub znaczyc teren. Pierwotna przyczyna znakowania moczem u 12 letniej kotki,która od 9 lat znaczy mieszkanie może być niestety niemożliwa do określenia.Można próbowac terapii feromonami-minimum 2 miesiące.Ponadto jeśli kotka upodobała sobie kilka miejsc ,które regularnie znakuje ,to należy zmyc ich powierzchnie wodą z płynem o neutralnym zapachu,a następnie regularnie stosować repelenty odstrzaszajace.Doradzam też regularne badania krwi i moczu -raz na pól roku.

lek. wet. Joanna Ogińska-Czaja


Mam problem - moja 3-letnia suka (kundel, ale posiada bardzo wiele cech owczarka niemieckiego) od urodzenia jeździ samochodem. Często wyjeżdżamy z nią do lasu i nad wodę. Uwielbia kąpiele w rzece i bieganie, zawsze bardzo chętnie wsiada do samochodu, ale od pewnego czasu wyje, szczeka na mijające nas samochody i piszczy podczas jazdy tam i z powrotem, co trwa ok.godziny w jedną stronę. Zaznaczam, że przed jazdą zawsze bywa na spacerze, aby załatwić potrzeby fizjologiczne. Pobyt w plenerze trwa kilka godzin, pies jest wybiegany, zadowolony po kąpieli, napojony, wyciszony - bo zawsze odpoczywamy. Mimo to podczas jazdy powrotnej znów ten sam spektakl. W samochodzie combi ma dużo miejsca, jeździ z tyłu, w przestrzeni bagażowej, gdzie ma swobodę ruchów, kontakt wzrokowy z nami. Podobnie zachowuje się, gdy jedzie na tylnym siedzeniu, czego próbowaliśmy, aby zgłębić tajemnicę jej zachowania. Co robić?
Iwona K.
Niestety Pani sunia musiała się przestraszyć czegoś podczas jazdy autem np.klaksonu, pisku opon, wymijającego duzego auta-tira. Cokolwiek by to nie było trzeba zacząć wszystko od początku,tak aby znów nie bała się podróży samochodem.Na początek proponuję wsiadanie do samochodu na 5 minut i nagradzanie jej ulubionym smakołykiem.Po kilku-kilkunastu lekcjach można spróbować zapalać silnik w samochodzie i spokojnym tonem głosu uspokajac psa. Dopiero gdy suczka będzie wykazywała spokój mozna zabierać ją na przejażdżkę wokół bloku. Po pewnym czasie, gdy podczas tych manewrów Pani suczka będzie spokojna proszę spróbować zabrać ją na wycieczke do pobliskiego lasu.Polecam również rozpylanie D.A.P.- spray w samochodzie podczas jazdy, powinien on zmniejszyć poziom stresu u psa i spowodować, że szybciej polubi on jazdę samochodem.

lek. wet. Joanna Ogińska-Czaja


Mam psa rasy border collie. Ma 6 miesięcy. Bardzo szybko nauczył się podstawowych komend. Lubi zabawę i wykonywać dane mu zadania. Niestety warczy przy misce, a nawet wtedy gdy dostanie kość do czyszczenia zębów lub inne przysmaki. Próbowałam już wielu metod ale nie pomagało.
Ku mojemu przerażeniu, ostatnio doszło do pewnego incydentu: mój tata dał Sziperowi (mojemu psu) patyczek w nagrodę i położył się na ziemi obok niego, a gdy Sziper to zobaczył rzucił się na tatę i ugryzł go. Reakcja mojego taty była taka, że poprostu uderzył go kilka razy dość mocno, a potem kazał mu siedzieć pół dnia pod stołem. Przez kolejne trzy dni nie zwracał na niego uwagi. Niestety mój tata przez kolejne dni nie traktował tego psa ładnie i nie mógł znaleźć cierpliwości ani serca do niego. Próbowałam mu powiedzieć że nie bije się psa i nie kopie bo są inne metody , a to działa jeszcze gorzej.
Faktem jest też to iż trochę za bardzo kiedyś przeszkadzaliśmy mu przy jedzeniu. Polegało to na tym, że gdy zaczynał warczeć przyciskaliśmy go do podłogi. Lekarz weterynarii potwierdził, że dobrze robimy, ale w końcu doszliśmy sami do wniosku, że to zła metoda i psu nie przeszkadza się przy jedzeniu. Obawiam się też, że czuje się on przewodnikiem stada i mimo iż przeczytałam dużo o hierarchii i jakimi sposobami ją wyegzekwować nie jestem do końca pewna czy mój pies jest ostatni w stadzie.
Drugim problemem jest to że Sziper wogóle nie skupia sie na spacerach, nawet na podstawowych komendach. W domu wykonuje je perfekcyjnie, a na dworze można do niego mówić jak do słupa. Oprócz tych dwóch problemów z wychowaniem, mam kłopot z jego strachem.
Boi się wszystkiego. Nawet jeśli przechodzę z nim obok żółtego słupa to on obiega go szybko i ucieka. Próbowałam też spuścić go ze smyczy. Niestety on od razu ucieka i co najbardziej przerażające od razu na parking samochodowy.Jest to też duży problem, bo niestety jest to pies który musi się wybiegać. Znam wiele osób które mają psy w wieku Szipera i spuszczają je ze smyczy, a one w ogóle im nie uciekają i nawet nie biegną za innym psem tylko za, np. patykiem.
Proszę więc o radę jak "wyczuć" czy pies jest dobrze ułożony w stadzie, a w razie co jak działać by sprawić żeby był ostatni w stadzie i co zrobić by sie wszystkiego nie bał i słuchał na spacerach.

Agresywne zachowanie pani pieska jest wynikiem agresji z posiadania.Pies został skutecznie przestraszony podczas posiłku-pisze Pani,że przeszkadzliście mu Państwo przy jedzeniu.Zostało to u niego utrwalone i może się nawet w przyszłości nasilić.Najgorszym rozwiązaniem jest używanie w tym momencie kar cielesnych,gdyż uzyskujecie Państwo efekt odwrotny od zamierzonego.Pisze Pani,że pies jest strachliwy i bojażliwy-być może oprócz terapii behawioralnej będzie potrzebne leczenie farmakologiczne-proszę udać się do lekarza na konsultację w tej sprawie.Co do spacerów to proponuję początkowo spacery na smyczy i egzekwowanie od pupila prawidłowych reakcji na wyuczone komendy.Proszę nagradzać tylko pozytywne zachowania.Można go puszczać na długiej lince,tak ,aby nie stracić kontroli nad psem.Z danych zawartych w liście trudno jest stwierdzić ,czy pies ma zaburzoną hierarchię w stadzie.Dobrze byłoby popacowć nad nieprowokowaniem psa przy jedzeniu,poprawieniem relacji pies-właściciel.W przypadku braku efektów konieczna będzie konsultacja z lekarzem behawiorystą.

lek. wet. Joanna Ogińska-Czaja


Mam problem z moim dwuletnim kotkiem (kot europejski, przybłąkał się do znajomej, od której go wzięliśmy, gdy miał ok. 4 miesięcy). Romek zawsze był bojaźliwy, ale w domu czuje się raczej dobrze, chętnie się przytula do domowników (tylko, bo obcych omija szerokim łukiem), miauczy, kładzie się na kolanach. Jest trochę jak piesek, chodzi krok w krok za mną, reaguje na swoje imię i bezbłędnie przybiega. Został wykastrowany, gdy miał 8 miesięcy. Od zeszłorocznych wakacji pojawił się jednak problem, bo Romek zacząl sikać na dywanik, który leży przed kuwetą, nigdzie więcej. Gdy zabrałam dywanik - nasikał na podłogę. Kolejne dywaniki wywalałam do śmietnika, kupowałam nowe, a on pomimo to - ciągle w to samo miejsce. Przestawiłam kuwetę z dywanikiem, to znowu nasikał w tym nowym miejscu przed kuwetą. W kuwecie ma na pewno czysto, bo sprzątam mu regularnie, min. 2 razy dziennie. Zresztą, zwykle załatwia się do kuwety, sikanie przed nią zdarza mu się co jakiś czas - raz-dwa razy w tygodniu, a czasami dwa razy w ciągu dnia. Nie zauważyłam, żeby działo się w tych dniach coś co mogłoby go bardziej zdenerwować. Dodam, że były jakies 2 miesiące takie, że nie sikał wcale, potem znowu zaczął. Pytałam lekarza weterynarii, pod którego stałą opieką Romek pozostaje, ale nie potrafił mi nic doradzić. Wykluczył, żeby Romek był chory. Nie jest to znaczenie terytorium, bo Romek normalnie załatwia się przed kuwetą, a nie spryskuje tego miejsca moczem. Od dwóch miesięcy ma koleżankę - póroczną kotkę, ale przybycie nowego domownika nic nie zmieniło w jego zachowaniu pod tym względem. Próbowałam też zmieniania żwirku - mogę śmiało zaryzykowac, że próbowałam każdego - i przy każdym żwirku dzieje się to samo. Czy potraficie mi Państwo coś doradzić?
Monika z Gdańska

Dobrze byłoby jednak pokusić się o zbadanie próbki moczu wraz z osadem,po to aby wykluczyć problemy natury somatycznej tj syndrom urologiczny kotów i zapalenie pęcherza i nerek.Poza tym proszę zakupić w sklepie zoologicznym odpowiednie repelenty i zgodnie z ulotką stosować je w miejscu predysponowanym conajmniej 10 dni.Wcześniej należy zlikwidować w tym miejscu dywanik ,a podłogę umyć wodą z łagodnym detergentem.Gdyby i te metody zawiodły proszę w feralnym miejscu ustawić miski z pokarmem,a kuwetę przesunąć w inne miejsce ( odległość od misek przynajmniej 1 metr ).Powyższe czynność można wspomóc zakupem feromonów kocich w postaci dyfuzora-proszę stosować minimum 1 miesiąc.

lek. wet. Joanna Ogińska-Czaja


Dwa lata temu wzięłam ze schroniska psa. Jest to 4 letni jamnik szorstkowłosy. Pies od początku nie tolerował mojego młodszego brata. Czasami bez powodu biegnie do jego pokoju i rzuca sie na niego. Tak samo jest z moim chłopakiem. Czasami Gązo (bo tak się wabi pies) potrafi się z nim wspaniale bawić, a po chwili bez powodu rzuca sie i ciężko go odciągnąć. Gdy zostaje skarcony chowa się pod biurka. Nie jest to tak, że nie toleruje on wszystkich mężczyzn, ponieważ ojca i dziadka bardzo lubi. Kolejnym przejawem dziwnego zachowania jest warczenie. Gdy brat lub chłopak podejdą lub będą próbowali pogłaskać psa, gdy ten leży na swoim posłaniu ten będzie warczał, a gdy się odsuną i zapytają co robi będzie piszczał i skomlał jak gdyby robiono mu krzywdę. Pies w nocy nie śpi na posłaniu tylko pod łóżkiem rodziców skąd nie można go wyciągnąć, gdyż rzuca sie i gryzie każdego kto tego spróbuje. Gązo nie może dostać kości, gdyż nie potrafi się nią cieszyć. Nieustannie jej pilnuje. Nie można mu jej zabrać. Leży koło niej i warczy. Jest wtedy agresywny. Nie gryzie jej i nie chce wyjść na spacer. Podobna sytuacja ma miejsce z zabawkami. Nowe zabawki nosi je w pysku i piszczy. Chodzi po mieszkaniu i nie potrafi sie uspokoić. Dziwne jest to iż miskę z jedzeniem może mu zabrać każdy ale zabawki, ani jego kocyka czy ręcznika nikt prócz mnie. Na spacerach gązo atakuje wszystkie psy, szczególnie te duże. Nie można go spuścić ze smyczy bo ucieka. Nie da się go przekupić żadnymi smakołykami, gdyż na dworze nie weźmie niczego. Nie zje choćby super pachnącej kiełbasy, na dworze jedzenie dla niego nie istnieje. Chciałabym wiedzieć czy istnieją jakieś sposoby, jakaś terapia, która pomogłaby nam zapanować nad psem. W prawdzie nie jest to już szczeniak i jest upartym jamnikiem ale da sie go jeszcze czegoś nauczyć (bo udało mi się go nauczyć komendy 'siad'). Boje się że prócz tych pogryzień z kilkoma szwami może kiedyś stać się coś gorszego.
Pozdrawiam
Ewa z Bytomia

Ma Pani rację ,że terapię należy rozpocząć,bo Gonzo "zachęcony "sukcesami wygranej będzie atakował.Agresja pełnoobjawowa ,która występuje w zachowaniu Gonza jest spowodowana terytorializmem i niewłaściwą hierarchią w stadzie.Proszę ropocząć "układanie psa" od wyegzekwowania prostych komend"siad","waruj","zostań","zostaw"itp.Gonzo musi mieć zakaz wchodzenia do sypialni rodziców i spania pod łóżkiem,a w zamian powinien spać w wyznaczonym legowisku.Na spacerach,gdy zobaczy Pani zbliżajacego się psa ,proszę skręcić w przeciwnym kierunku i posługiwać sie komendą "zostaw".Na początku terapii behawioralnej wskazana byłaby kastracja Gonza i zastosowanie farmakologicznego uspokojenia psa.Ważne jest,aby osoby stojące niżej w hierarchii tj Pani brat i chłopak również starały sie wyegzekwować posłuszeństwo psa i pozytywne wykonywanie komend.O zabieraniu misek i kości nie może być na obecnym etapie mowy.W razie niepowodzeń proszę zwrócić się z psem bezpośrednio do behawiorysty.

lek. wet. Joanna Ogińska-Czaja


Jestem opiekunka 5 letniego amstafa.Mam problem z wyegzekwowaniem od niego podstawowych koment takich jak siad,lezeć,daj łapę,Za każdym razem,gdy o o to proszę patrzy mi dominująco w oczy poczym albo kładzie uszy po sobie i odchodzi truchciekiem merdając ogonem,albo najczęściej kłądzie uszy po sobie i zaczyna szczekać patrząc się przy tym ostrzegawczo.Drugi problem to taki,że gdy nie ma mnie w pokoju pies zajmuje łózko i gdy wchodze do pokoju nic sobie z tego nie robi i siedzi dalej.Po probie pogonienia go za ktoryms razem schodzi łaskawie wkruszony kładac się na plecach.Jak mam go zdominować? Nawet jak go wołam nie przychodzi.Jakie są metody na takie zachowanie?
Izabela.

Pani pies ma juz 5 lat i dlatego praca naprawcza jaka trzeba teraz wykonać aby sprowadzić go na niższe miejsce w hierarchii będzie ciężka i długotrwała.Przede wszystkim nie można pozwolić aby pies nie wykonywał Pani poleceń.Należy zdecydowanym,łagodnym tonem głosu egzekwować od psa posłuszeństwo na podstawowe komendy-siad,waruj,zostań.Prawidłowe wykonanie komendy nagradzać-również smakołykami, nieprawidłowe ignorować.Pies nie może spać na Pani łóżku-i tu również stanowczo należy mu tego zabronić-na początku można zamykać drzwi od pokoju.Ważne są też inne rzeczy ,na które na co dzień nie zwracamy uwagi np.kto wchodzi pierwszy do domu Pani czy pies?kto pierwszy je posiłek?czy omija Pani swojego psa w przejściu? To są szczegóły ale wszystkie stanowią o pozycji psa w stadzie.

lek. wet. Joanna Ogińska-Czaja


Od paru dni mieszka ze mną ośmiomiesięczna sunia cocker spaniela ? Kora. Kupiłam ją od rodziny, której najprawdopodobniej się znudziła. Kora jest pięknym psiakiem, ale mam z nią trochę problemów. Największy to gryzienie. Pomijam gryzienie różnych rzeczy, to może z czasem uda się wyeliminować. Najgorsze jest gryzienie rąk i to dosyć mocne. Wiem, że to zabawa, bo nie zachowuje się przy tym agresywnie, ale jest to uciążliwe i bolesne? Próbowałam wymienić rękę na zabawkę, ale zabawka nie jest na tyle atrakcyjna. Usiłowałam obrzydzić jej gryzienie rąk naciskając na język, kiedy miała moją dłoń w pyszczku. Łapałam ją również za kark i kładłam na ziemi ? wszystko bezskutecznie. Nie podziałał klaps, skutek miał wręcz odwrotny, zaczęła gryźć mocniej i szczekała. Tak samo zareagowała, gdy na nią nakrzyczałam. Na ?FE? nie reaguje zupełnie. Boję się, że nie uda mi się jej oduczyć, nie wiem już jaką metodę zastosować. Każdą z wymienionych metod wypróbowywałam wiele razy? Czy takie zachowanie w tym wieku jest jeszcze dopuszczalne?
Julia

Gryzienie rąk i" różnych rzeczy" może wynikać z frustracji psa-stres,brak zainteresowania ze strony właściciela ,brak zabawy lub niedostateczna jej ilośc.Proszę poświęcać młodej bokserce więcej czasu na spacery -może nauczyć ją aportu i podstawowych komend -,siad,waruj, zostaw.Radzę nie używać siły fizycznej tylko nieprawidłowe zachowania psa ignorować,a prawidłowe reagowanie na komendę zostaw-nagradzać.Pomocne będą tu na początku smakołyki.

lek. wet. Joanna Ogińska-Czaja


Zwracam się do Państwa z prośbą o poradę, gdyż problem mojego pupila wykracza poza sferę fizjologiczną, ostatecznie wszystkie badania wykazały, że jest zdrowa.
Wiek: 9 miesięcy
Płeć: kotka
Rasa: europejska
miejscowość zamieszkania: Genewa
Mam dwie kotki, 9 miesięczne siostrzyczki. Zaadoptowałam je gdy miały dwa i pół miesiąca. Okazało się, że koteczki nie wiedziały jeszcze do czego służy kuweta. Mija szybko nauczyła się załatwiania do kuwety, jednak w przypadku Lili problem trwa do dziś.
Zrobiłam badania, obydwie kotki miały infekcję dolnych dróg moczowych oraz struwity. Obie dolegliwości zostały zaleczone. Kotka Lili nadal unika kuwety, woli oddawać mocz na kołdrę i dywany, a jak tego wszystkiego zabraknie to bezpośrednio przed kuwetą. Były 3, potem nawet 4 kuwety, regularnie czyszczone, z wieloma typami żwirków. Ostatecznie pozostały dwie kuwety z drobnoziarnistym, zbrylającym się żwirkiem. Kotka chodzi po brzegach kuwety, gdy się ją do niej wsadzi. Nawet gdy już się do nie załatwi to błyskawicznie z niej ucieka, nie robiąc porządków. Natomiast gdy załatwia się w łóżku lub w innym niedozwolonym miejscu to z całym rytuałem (wąchanie i zakopywanie). Przez pewien czas siusiała do wanny, co jej chwaliłam, w tym czasie nie siusiała na łóżko, jednak problem znowu nasilił się.
Od początku nie krzyczałam na nią, tylko jej pokazywałam kuwetę. Niedawno przeczytałam, że krzyki w pewnym sensie są wskazane i należy okazać kotu nasze niezadowolenie. Nakrzyczałam na Lili dwa razy, kicia obraziła się i już od tygodnia mnie unika, a ja nie jestem w stanie z powrotem wkupić się w jej łaski. Co robić?
Relacje Lili z Miją: Mija dominuje Lili w odniesieniu do jedzenia, jak skończy swoją porcję to po prostu zbliża się do jedzącej Lili, która natychmiast ustępuje jej miejsca. Gdy Lili jest sama przy miseczkach z jedzeniem, zdarza się, że drapie w ich okolicy, tak jakby chciała je zakopać lub oznaczyć. Kicie bawią się wspólnie, często też śpią razem, wzajemnie się myją. Mija jest bardzo zrelaksowana, natomiast Lili tak jakby wciąż była zestresowana, od samego początku podchodziła do nas z dystansem i mimo, że są momenty, kiedy mruczy, wskakuje na kolana, to tak jakby nie do końca jest przekonana, że może nam ufać w 100%. Często odskakuje lub oddala się, gdy do niej podchodzimy.
Do tej pory sądziłam, że Lili po prostu ma taki charakter, że ogranicza kontakty z nami, zawsze zostaje z tyłu, nawet w łóżku zajmuje tak zwaną drugą pozycję w stosunku do Miji, sądziłam, że to z jej własnego wyboru. Czy jest możliwe, że Mija wysyła Lili jakieś niedostrzegalne dla nas sygnały, które oznaczają że zajmuje niższe miejsce w hierarchii?
Od dwóch tygodni stosuję feliway, jeszcze nie zaobserwowałam poprawy. Bardzo proszę o poradę.
Pozdrawiam serdecznie.
Z góry dziękuję za odpowiedź
Dominika I.
Z Pani relacji wynika,że kotka Lili żyje w permanentnym stresie.Jest nieufna w stosunku do opiekunów i współlokatorki,której zawsze ustępuje.Wyeliminowanie czynników stresu jest bardzo ciężkie,feliway może pomóc,choć moim zdaniem wskazana będzie terapia farmakologiczna.Proszę spróbowac zastosować preparaty odstraszające typu repelex plus,które stosowane w miejscach gdzie kot nie powinien się załatwiać swoim zapachem zniechęcają do tych czynności.Brakuje mi informacji gdzie umieściła Pani kuwety obu kotek,czy nie są one w zbyt bliskim sąsiedztwie.Nie pisze Pani czy kotki są już poddane sterylizacji,jeśli nie to proponowałabym wykonanie zabiegu-jako sprawę priorytetową.Jeśli po zabiegu "wszystko"nie wróci do normy-proszę o kontakt z najbliższym lekarzem w celu rozpoczęcia terapii farmakologicznej.

lek. wet. Joanna Ogińska-Czaja


Jestem właścicielką 17 miesięcznej kotki dachowca. Kotka jest 7 miesięcy po sterylizacji, jest kotkiem domowym niewychodzącym chociaż mieszkamy w domku na wsi. Ma spory metraż do biegania, zabawki itp. koszmar rozpoczyna się kiedy przychodzi do nas ktoś z zewnątrz. Nas domowników traktuje przymilnie, daje się głaskać, obcinć pazurki, śpi z nami chociaż momenty mini ataków też się zdarzają. Co prawda nie jest kotkiem nakolankowym (nigdy jeszcze nie siedziała nikomu na kolanach) ale mam nadzieję, że to jeszcze nastąpi. Osoby z zewnątrz są traktowane jak intruzi, atakuje - dosłownie rzuca się na daną osobę, drapie, gryzie i warczy. W czasie takiego czajenia się do ataku nie pozwala się dotknąc nawet nam - domownikom. Ostatanio zaatakowała siedzącą na fotelu córkę kuzynki, ta nawet nie patrzyła na kotkę, nie mam pojęcia co ją sprowokowało. Zawsze jak ktos nas odwiedza kotka staje się niespokojna, chodzi poddenerwowana. Nie wiem jak nad tym zapanować, boję się co będzie jak na świat przyjdzie dziecko.Proszę o poradę
Maja

Faktycznie zachowanie kotki jest dośc dla Pani uciążliwe.Jej agresywne zachowanie wynika z instynktu łowieckiego,ale źle nakierowanego.
  1. nie pozwalać na polowanie na ludzi-gdy tylko jest Pani w stanie przewidzieć atak syknąć na kota lub może to byc również dźwięk sprężonego powietrza,w ostateczności spryskac wodą lub zarzucić przescieradło
  2. zaplanować kotce rozkład dnia,tak aby nie miała czasu sie nudzić-zrobic jej plac zabaw z kartonowych pudełek,ukryć jej ulubione przysmaki,wspaniałe są też wiszące na klamce myszki -niech zaspokoi swój instynkt łowiecki
  3. każdą zabawę z kotką rozpoczyna Pani a nie kot,to ważne aby w ciągu dnia znaleźć choć trochę czasu na zabawę z pupilem
  4. przed planowana wizyta gości kotka powinna być już zmęczona planem dnia i nie bedzie miała ochoty na ataki ludzi
  5. mozna też wspomagać sie feromonami kocimi -do kupienia u lekarzy weterynarii


lek. wet. Joanna Ogińska-Czaja


Od ok. 6 lat mamy w domu uroczą trójkolorową koteczkę Kropeczkę . Od chwili przygarnięcia 4-ro miesięcznego kociaka wziętego z dachu w końcu pażdziernika 2008 roku zaczęły się kłopoty . Kociak okazał się koteczką . Została nazwana Małą . Oba koty to dachowce. Mała została odrobaczona , zaszczepiona i w połowie lutego 2009 roku wysterylizowana (tak jak starsza ) . Początkowe niezbyt dobre ( delikatnie mówiąc ) współistnienie wydawało się czymś naturalnym . Prowokatorem nieporozumień jest Mała. Gdy starsza np. śpi wskakuje jej na grzbiet. Prawdopodobnie wynika to z chęci wciągnięcia starszej do zabawy , na co ta ostatnia najwyrażniej nie ma chęci. Nie potrafi też zniechęcić Małej do takich zachowań a jedynie ucieka. W obecności Małej starsza kotka nie chce się bawić z nami i nie chce siedzieć na kolanach co dawniej uwielbiała . Straciła apetyt - jest wyraźnie zestresowana . Lekarz weterynarii , który opiekuje się koteczkami twierdzi , że to może trwać nawet do roku . Czy to rzeczywiście normalne. Jeśli nie to jak można załagodzić stosunki między kotami. I tu pojawia się drugi problem . My ( mieszkam z bratem ) 3-4 razy w roku wyjeżdżaliśmy na niedługie urlopy . W czasie naszej nieobecności sąsiadka przychodziła 1 raz dziennie aby nakarmić kicię i uprzątnąć kuwetkę . Kicia nie miała nam tego za złe i po powrocie radośnie nas witała . Dla nas była to też radość . Mamy więc kolejne pytanie - czy w przypadku braku porozumienia między koteczkami bezpiecznym będzie dla nich pozostawanie razem przez parę dni bez wnikliwszej obserwacji i ew. reakcji na agresywne zachowanie Małej.
Barbara i Grzegorz W.z Łodzi.

Państwa kotki są w różnym wieku i każda oczekuje od życia czegoś zupełnie innego.Młoda koteczka jest wulkanem energii,którą chciałaby spożytkowac na zabawie z "żywym obiektem" ,a starsza kotka dotychczas nauczona samotności nie może zaakceptowac zmian.Proponuję małej kotce poświęcać więcej uwagi na zabawie,zorganizowac tzw.plan dnia,tak aby kotka mogła "spalić"energię.Doskonale nadają się do tego celu tory przeszkód-z kartonowych pudełek,kule smakule i papierki po cukierkach.Natomiast starsza kotka toleruje obecnośc młodej ,ale nie należy oczekiwać ,że będzie sie bawić z współlokatorką.Aby zminimalizować stres starszej kotki proponuję zainstalować FELYWAY dyfuzor na okres 2 miesięcy.W przypadku wyjazdu na wakacje zostawic kotki w dwóch różnych zamkniętych pomieszczeniach.Kotkom powinno się zapewnić możliwość kontaktu ze sobą tylko w obecności człowieka.

lek. wet. Joanna Ogińska-Czaja


U mojego kota stwierdzono miesiąc temu Syndrom Urologiczny. Jest teraz w ostatniej fazie leczenia, to znaczy po dwóch dawkach antybiotyku (jedna działa przez dwa tygodnie), cewnikowaniu, które miało miejsce w trakcie kuracji antybiotykiem oraz zastrzykach przeciwbólowych i rozkurczających. Przeszedł również na specjalistyczną karmę urinary, która ma pomóc w leczeniu schorzenia. Od jakiegoś czasu zauważyłam jednak, że kot mimo tego, iż rzadko oddaje mocz do kuwety, zaczął również sikać w dwóch innych miejscach, na łóżko i na dywanik w przedpokoju. Po dzisiejszej konsultacji lekarz stwierdził, że tego typu posikiwanie ma już raczej związek z zaburzeniem behawioralnym. Czytałam nieco na ten temat i wiem, że powodów takiego zaburzenia może być kilka. Zatem proszę o pomoc, czy to jego zachowanie może mieć związek z takim zaburzeniem, czy raczej jest to wciąż niewyleczony Syndrom Urologiczny? Choroba u kota zaczęła się w momencie mojego kilkudniowego wyjazdu i przewiezieniem kota na ten czas do mamy. Mogło to spowodować pojawienie się u kota sytuacji stresowej, został bowiem beze mnie w momencie, kiedy cierpiał. Ponadto, ponieważ niewiele początkowo wiedziałam na temat jego choroby, zdarzyły się sytuacje, w których w momencie, kiedy zaczął załatwiać się w innym miejscu, przenosiłam go do kuwety. Jak wyczytałam, mogło to spowodować u kota poczucie kary w momencie sikania do kuwety. Zgodnie z instrukcją lekarza, wystawiłam mu w inne miejsce drugą kuwetę i zauważyłam, że zaczął załatwiać się właśnie do niej. Czy w takim razie mogę śmiało stwierdzić, że owe problemy to właśnie zaburzenia behawioralne? Jeśli tak, jak leczyć takiego kotka? Dodam, że jest to zwierzątko bardzo energiczne, chętnie się bawi, przebywa w moim towarzystwie, niestety od momentu choroby stał się bardziej apatyczny, leniwy, woli raczej przebywać sam. Bardzo proszę o informacje na ten temat, gdyż po pierwsze martwię się o zwierzaka, po drugie jego zachowanie jest niestety nieco kłopotliwe.
Joanna A.

Syndrom Urologiczny kotów to złożona i przewlekła choroba z którą większość kotów boryka się nawet przez całe życie.Problemy z posikiwaniem w różnych miejscach są ściśle związane z chorobą dróg moczowych.Kotek musi pozostawać ściśle pod opieką lekarską-badania moczu,leki a i tak istnieje ryzyko nawrotów choroby.Na tym etapie odradzam leki stosowane w terapii behawioralnej,można jedynie zastosowac kocie feromony FELIWAY,które zminimalizują stres jaki powstał w związku z chorobą.

lek. wet. Joanna Ogińska-Czaja


Aza jest poltoraroczna suczka rasy wielkomiejskiej. Jest u mnie od czterech dni. Pochodzi od wolontariuszki-opiekunki, ktora zajmowala sie nia okolo trzy ostatnie miesiace. Poprzednio byla zabrana na zgloszenie sasiadow przez wiedenski tiereschutz wlascicielowi z terenu Wegier. Byla bita i zle traktowana. Tu w Austrii jest powszechnym zwyczajem, ze wiele bezdomnych psow i kotow trafia do domow wolontariuszy, ktorzy prowadza przydomowe schroniska- przechowalnie dla takich biednych domowych zwierzat. Zwierze nie przebywa wtedy w boksie, lecz z innymi zwierzetami i ich opiekunami w warunkach domowych. Przewaznie ma do dyspozycji ogrod. Tak bylo i z Aza. Urodzila w domu opiekunki-wolontariuszki swoj pierwszy miot szczeniat (5 sztuk). Od opiekuna sadysty byla zabrana w ciazy.Wszystkie przezyly i trafily do nowych wlascicieli. Odadjac mi Aze na probe, opiekunka powiedziala, ze:
  1. Aza boi sie wszystkiego:ludzi (uchyla sie i jest nieufna nawet przy probie poglaskania)
  2. wchodzenia i schodzenia ze schodow (trzeba bylo ja wnosic i znosic po schodach)
  3. dwa miesiace trwalo zanim odwazyla sie wyjsc z domu do ogrodu a i to pozniej robila niechetnie
  4. boi sie ruchu ulicznego (kuli sie przysiada na wszystkich lapach i drzy)
  5. boi sie wszystkich srodkow transportu: metra, samochodu, autobusu, tramwaju, pociagu
  6. z dokumentacji Azy wynika, ze jest zdrowa, nie jest sterylizowana, ma wszystkie konieczne szczepienia
Moje obserwacje po trzech dniach pobytu u mnie:
Troche sila ale zmusilam ja do wejscia samodzielnie na schody. Teraz, po trzech dniach juz wchodzi i schodzi samodzielnie choc na smyczy. Poczatkowo bala sie szelek( nie zakladam jej obrozy), kaganca, smyczy. Eksperymentow z kagancem jeszcze nie probuje, bo agresywna nie jest. Przewaznie lezy na kanapie( sama sobie wybrala to miejsce lekcewazac przygotowany materac a ja je zaakceptowalam, bo kanapa stoi raczej od parady). Potrafi przelezec tak caly dzien. Nie przejawia zadnych checi do zabawy ani zainteresowania otoczeniem. Potrzeby wyproznienia nie sygnalizuje chociaz nie brudzi i zalatwia sie po wyjsciu z domu. Poprostu czeka kiedy wyjdzie na spacer. Na probe poglaskania reaguje lezeniem na plecach i pokazywaniem brzucha. Wcale nie szczeka. Czasem popiskuje ale rzadko. W dzien nic nie je. Zabiera sie do miski dopiero w nocy i to przy wygaszonych swiatlach.
Na spacerze idzie grzecznie przy lewej nodze. Od dzisiaj probowala oddalic sie na dlugosc syczy i weszyc przed zalatwieniem sie ale ciagle zwraca uwage (co chwila sie oglada) czy jestem blisko. Jesli probuje usiasc na lawce reaguje panicznym strachem z proba ucieczki wlacznie. Na widok innych psow podkula ogon i probuje uciekac. Robie z nia dlugie spacery w miejscach z dala od ruchu ulicznego. Na spacer wychodzi niechetnie choc pozniej zachowuje sie dosc spokojnie o ile ja cos nie zaniepokoi. Z wielkim lekiem bierze smakolyk z reki i schodzi ze swego legowieska po niego bardzo niechetnie.
Zdaje sobie sprawe, ze cztery dni naszej znajomosci to dla psa po przejsciach troche za malo. W zwiazku z tym jednak co mowila jej opiekunka i w oparciu o wlasne obserwacje mam obawy, ze odruchy lekowe a byc moze i depresje ma juz mocno utrwalone. W zwiazku z tym prosze o porade co wolno a czego nie wolno z Aza robic i jak. Mam troche doswiadczenia w postepowaniu z psami. Mialam ich w zyciu kilka, wszystkie byly znajdami lub ze schronisk i wszystkie odeszly z tego swiata po dlugim i wesolym zyciu. Tak wystraszonego swiatem psa nie widzialam nigdy. Za kazda porade bede ogromnie wdzieczna i z gory za nia dziekuje.
Z pozdrowieniami z Wiednia Bozena W

Odp. Faktycznie 4 dni to niewiele aby zmienić postępowanie pieska ,ale z opisu zachowania pupila wynika,że bez pomocy farmakologicznej się nie obędzie.Na początek proponowałabym fermony do uspokojenia oraz preparaty poprawiajace nastrój psiaka-w Polsce dobrze sie sprawdza Kalm Aid.Cieszę się ,że suczka trafiła w końcu w dobre ręce.Będzie Pani potrzebowała jeszcze dużo cierpliwości,bo jak sama Pani zauważyła to procentuje i suczka robi postepy.

lek. wet. Joanna Ogińska-Czaja


Witam, piszę do Państwa, ponieważ mam bardzo duży problem z psem, o imieniu Rambo. Sprawa jest o tyle skomplikowana gdyż Rambo nie jest moim psem, tylko podopiecznym schroniska dla bezdomnych zwierząt "Cichy kąt" w Tarnowskich Górach. Zachowanie Ramba jest ściśle związane z tym jak trafił do Azylu więc może zaczne od tego: Rambo to nieduży, krępy psiak. Jest mieszańcem jamnika. Urodził się w 2002 roku, w schronisku przebywa od 20 grudnia 2008 roku. Nasz podopieczny został przywiązany do słupka stojącego w pobliżu schroniska - najprawdopodobniej Rambo bardzo komuś przeszkadzał w przygotowaniach do świąt. Jego "właściciel" sprawił mu wspaniały, wigilijny prezent - zimny boks pośród wielu szczekających, samotnych istot ... Długo trwało nim udało nam się odwiązać psa od słupka - Rambo był przerażony, w lęku warczał i uciekał bojąc się wolontariuszy. Po cierpliwym, powolnym podchodzeniu do niego, łagodnym przemawianiu udało nam wreszcie przyprowadzić go do azylu. Rambo fatalnie znosi schroniskowe warunki - bardzo boi się ludzi, nie wchodzi do budy. Pomimo ogromnych mrozów śpi w koszyku, który postawiliśmy mu w kojcu a widząc człowieka chowa się w ciemny kąt. Ciągle próbujemy go powoli oswajać i pokazywać mu, że wolontariusze nie zrobią mu nic złego. Widać, że psiak wcześniej mieszkał w domu, wśród ludzi - chciałby być pogłaskany, wyjść na spacer - ale nowe warunki póki co powodują u niego paraliżujący strach. Mamy nadzieję, że po jakimś czasie się do nas przekona i odzyska wiarę, że w człowieku może znaleźć swojego najlepszego przyjaciela i opiekuna. Rambo wymaga wiele cierpliwości i opieki - na pewno jednak odwdzięczy się wiernością i miłością. Potrafi chodzić na smyczy, może zamieszkać w domu z ogrodem lub w mieszkaniu. Rambo jest zaszczepiony i wykastrowany. 12 stycznia, całkowicie przypadkiem udało nam się poznać prawdziwą historię Ramba... Jak co dzień rano, podczas dyżuru psiak został wypuszczony z kojca aby mógł sobie pobiegać po terenie schroniska. Niestety - wchodzący do Azylu wolontariusze nie zabezpieczyli odpowiednio wejścia do azylu i Rambo uciekł im pod nogami. Długotrwałe poszukiwania nie przyniosły rezultatu. Kilka godzin później zadzwoniła do nas oburzona osoba ze Strzybnicy, która twierdziła, że dopiero co oddała psa do schroniska a on już jest z powrotem w domu!! Od razu wiedzieliśmy, że chodzi o Ramba. Psiak, stęskniony za domem, pomimo kilkukilometrowej odległości znalazł drogę do swoich "opiekunów" i szczęśliwy pojawił się pod ich drzwiami. Niestety - nie był tam proszonym gościem. Jak się okazało pies od szczeniaka przebywał w mieszkaniu w bloku (dlatego też zupełnie nie wie co to buda i nie chce do niej wchodzić). Przez 7 lat jego życia "właściciele" nie sprawili mu nawet smyczy - gdy przyjechaliśmy po naszego podopiecznego był uwiązany na zwykłym pasku. W zasadzie "opiekunowie" nie wiedzieli nawet ile lat ma pies - z początku dowiedzieliśmy się, że 20, późniejsza wersja mówiła o 7....Dziewczynie, która go oddawała bardzo się spieszyło, kilkakrotnie dzwoniła do nas z ponagleniami, kiedy wreszcie odbierzemy swoją (!!!!) zgubę! Podobno powodem oddania Ramba, a właściwie Dżekiego była agresja. Przez wiele lat psiak był łagodny, miłym przyjacielem. Pod koniec listopada, jak to stwierdziła właścicielka "już po raz trzeci" został zabrany do weterynarza w celu zaszczepienia ( według wszystkich zasad - prawnych i zdrowotnych pies musi być szczepiony na wściekliznę nie rzadziej niż raz do roku - a nie 3 razy podczas całego życia!). Po podaniu szczepionki pies nagle zupełnie się zmienił i zaczął atakować ludzi. W naszej wieloletniej praktyce po raz pierwszy spotkaliśmy się z tym, że pies po szczepieniu nagle zaczyna być krwiożerczą bestią, bo taki obraz został nam przedstawiony - ale cóż, każda wersja jest dobra aby pozbyć się zbędnego kłopotu. Postanowiono więc, że Rambo trafi do schroniska. Po co jednak podejść po bramę, porozmawiać z wolontariuszami, powiedzieć im cokolwiek o psie, kiedy można go po prostu przywiązać do słupa. Gdyby jeszcze azyl był zamknięty - ale wszystko to działo się podczas porannego dyżuru!! Biedny Rambo - pomimo tego, że nie był dotychczas zbyt dobrze traktowany kochał swoich ludzi, był taki ucieszony stojąc obok swej "właścicielki" - pierwszy raz widzieliśmy go tak szczęśliwego. Niestety - to co dobre szybko się kończy i psiak z powrotem trafił do zimnego kojca - opuszczony, samotny, przeraźliwie smutny. Problem polega na tym, że Rambo jest agresywny w stosunku do wolontariuszy, jakakolwiek próba pogłaskania kończy się w najlepszym razie warknięciem w najgorszym próbą ugryzienia. Ten pies powoli staje się dziki... Jedyną osobą z którą Rambo chodzi na spacery jestem ja. Pierwsza próba zapięcia go na smycz trwała około 30 min i poprzedzona była wielokrotnymi powarkiwaniami oraz próbami ugryzienia mnie. Nie zniechęciłam się i w końcu udało się, a Rambo był na prawdę szczęśliwy idąc ze mna na spacerze. Od tamtej pory za każdym razem będąc w schronisku (dodam że jestem tam raz w tygodniu) chodziłam z Rambem na spacer, próby zapięcia go trwały od 3 min do nawet 20... Widzę że Rambuś gdy mnie widzi poznaje mnie, ale gdy tylko próbuje go pogłaskać zazwyczaj nadal warczy, po czasie daje się głaskać w tylne części ciała, po jeszcze dłuższej chwili czasem ( nie zawsze ) pozwoli pogłaskać się po głowie. Wiemy że Rambo ma uraz w okolicy głowy, szyi gdyż często był szarpany, żeby go zamknąc do kojca złapać przez poprzednich właścicieli. Nastąpiła nawet jedna sytuacja, gdy Rambo biegał swobodnie po Azylu że sam podszedł i dał się pogłaskać, ale owe "głaski" nie trwały dłużej niź 20 sekund. Słyszałam również, że Rambo pozwolił jednemu z wolontariuszy się pogłaskać lecz gdy trwał to za długo ugryzł go. Kiedy przychodzę do psiaka widzę że mnie poznaję, ale on... nie cieszy się na mój widok, a nawet jeżeli się cieszy, to gdy tylko podchodzę do innego psa, a on to widzi przeraźliwie szczeka i wykazuje agresją gdy znów do niego podejdę tak jakby był zazdrosny. Na daną chwilę pies nie ma najmniejszej szansy na adopcje, a ani ja ani szefostwo schroniska nie chcemy, żeby Rambo był w schronisku dożywotnio. Niestety nie mam możliwości adopcji Ramba ani zabranie go na dom tymczasowy, dlatego zwracam się z prośba o pomoc. Schroniska nie stać na szkolenie, proszę powiedzieć co możemy zrobić żeby Rambo nie był agresywny, żeby zaufał człowiekowi, jeżeli on się nie zmieni nikt nigdy go nie adoptuje.
Aleksandra R.

W przypadku Ramba mamy doczynienia z agresją wywołaną strachem.Bardzo trudno jest walczyć z agresją u psa ,który przebywa w schronisku i wyprowadzany jest tylko raz w tygodniu na spacer.Agresja ma samowyzwalajacy się charakter,więc pojawia się z większą częstotliwością ,powtarzalnie i potrzebna jest praca z psem na co dzień pod okiem specjalisty.Proszę zadbać przede wszystkim o swoje bezpieczeństwo.Wiadomo ,że nie należy zwalczać intensywnej agresji natychmiastowym karaniem,starać się przywołać do siebie psa,nagradzac go smakołykiem,pochwalać dobrze wykonane komendy.To musi być systematyczna praca z Rambem.Przykro mi to stwierdzić ,ale spacer raz lub dwa w tygodniu nie przyniosą efektu.

lek. wet. Joanna Ogińska-Czaja


Witam!
Moj kotek perski bez rodowodu ma 13miesiecy. Od kiedy skonczył 6 misięcy ,załatwia się-kupkuje poza kuwetą.Kuweta stoi w łazience więc załatwia sie koło wanny, w tym miejscu gdzie codziennie stoimy i się myjemy.Czasem ma przebłyski dobrego zachowania i załatwia się w kuwecie. Ma to miejsce kiedy jesteśmy w danej chiwli w łazience,ale i czasem robi kupkę do kuwety kiedy nas nie ma ani w łazience ani w domu. Zasze po wypróżnieniu w kuwecie jest chwalony,głaskany ,miziany,dajemy mu do zrozumienia, że się z tego cieszymy. Nie zauważyłam czy jest to akt niezadowolenia,za jakieś nasze przewinienia. Kiedy zauważę, że idzie się wypróżnić i zaczyna drapać koło wanny ,zawsze wkładam go do kuwety ,aby tam się zalatwił. I wówczas też go chwalę,kiziam i miziam. Zawsze też przychodzi i nam oznajmia miałczeniem ,że właśnie się skupił i trzeba posprzątać. Czy możecie mi pomóc przekonać go do kuwety? Czy mogę jeszcze zmienić jego zachowanie?
PS. Od pewnego czasu zdarza mu się załatwiać w przedpokoju i w kuchni.
Trzeba jeszcze raz poszukać przyczyny takiego zachowania Pani kotka-psotka.Być może załatwianie się poza kuwetą jest związane z dojrzewaniem kota i wtedy proponuję kastrację.Czasami przyczyną może być zmiana żwirku lub nieumyślne przestawienie kuwety, a także fakt ,że ktoś kiedyś przeszkodził kotkowi w "skupianiu się".To wystarczyło ,aby kot zaczął załatwiać się poza kuwetą.Większość kotów w swojej toalecie potrzebuje spokoju i kot raz zaniepokojony zapamiętuje to na dłuższy czas ,jak nie na całe życie.Ważne jest też ,aby utrzymywać kuwetę w bezwzględnej czystości,gdyz do brudnej kuwety kot nie lubi sie załatwiać.W przypadku kotka -psotka mógł zadziałac stres socjalny i znalezienie przyczyny stresu będzie decydujące w eliminacji kłopotliwego zachowania.

lek. wet. Joanna Ogińska-Czaja


Jeśli masz problemy behawioralne ze swoim psem lub kotem napisz do nas: behawiorysci@behawiorysci.pl, prosimy o uwzględnienie w pytaniu następujących informacji: wiek, płeć i rasa psa lub kota oraz miejscowość zamieszkania.

















Prawa autorskie © behawiorysci.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.

Opublikowane: 2008-02-24 (6124 odsłon)

[ Wróć ]
Content ©
Strona główna  ::  Tematy  ::  Twoje konto  ::  Top 10  ::  Galeria  ::  Kontakt  

Web site powered by PHP-Nuke

Web site engine code is Copyright © 2003 by PHP-Nuke. All Rights Reserved. PHP-Nuke is Free Software released under the GNU/GPL license.
Kontakt: behawiorysci@behawiorysci.pl, wykonanie i utrzymanie serwisu: netmedia@fr.pl